Łamiemy stereotypy o wielodzietności!

w kojcu

Istnieje pewien stereotyp dotyczący rodzin wielodzietnych, który chciałam obalić. Mianowicie chodzi o to, iż w społeczeństwie utarło się przekonanie, ze jeśli w rodzinie jest kilkoro (bądź więcej dzieci) to koniecznie te starsze dzieci muszą zajmować się młodszymi. Przez co oczywiście starszaki nie mają dzieciństwa tylko są zmuszane od najmłodszych lat do ciężkiej harówy. Muminki nie dały się wtłoczyć w stereotypową wielodzietność. Nie idzie się tego Draństwa doprosić żeby choć przez 5 minut zajęły się Ryjkiem. A kiedy już się doproszę to sytuacja wygląda tak jak na zdjęciu przedstawionym powyżej.

I teraz pytanie: Czy to społeczeństwo się myli wysnuwając takie stereotypy, czy to Muminki mają za dużo w zadkach i zamiast zachowywać się jak na dzieci z wielodzietnych przystało to olewają system?

Tak czy siak Ryjek czuje się poszkodowany!

 

A matka z ojcem co robią ze się własnym dzieckiem zająć nie mogą? No jak to co? Pakują działkę i ogród w słoiki, pasteryzują i ustawiają w spiżarni żeby żarłoczne Muminy miały co zimą wchłaniać!!!

przetwory

Sok malinowy partia 5 , sok jabłkowy, mus jabłkowy, ogórki curry i przecier ogórkowy. Tyle tego naprodukowaliśmy bo huhuha huhuha nasza zima zła :D

 

Muminki nadal smarkają wiec syropowo i czosnkowo działamy.

Jutro Witaj szkoło!!!!

Pierwsze rozpoczęcie roku u moich starszaków a tu się dziś okazało ze Migotka białej bluzki nie ma. Jakąś tam ma, ale taką nie wyjściową. Mimo wszystko ogarnęłyśmy temat. Bluzka ma wyjściowe tylko rękawy wiec trzeba założyć do niej coś co resztę bluzki zasłania i po kłopocie. Będzie dobrze  no bo kto ma dać radę jak nie my?!!!!

Trzymajcie jutro kciuki za Muminki!

Złapał katar Katarzynę…

śpiące Muminki

Wróciły Muminki. Przywiozły torby pełne brudów. Migotka postanowiła jeszcze umilić życie swojej matki i nie zakręciła żelu do kąpieli o zapachu arbuza. Wszystkie jej ciuchy, buty i ogólnie cała torba wyglądała jak arbuz na którym przed chwilą usiadł hipopotam.

Na dzień dobry przytulańce, potem pranie a potem dobry humor ulatniał się w zaskakującym tempie. Tzn mój dobry humor. Muminki chyba sobie zapomniały jakie zasady w domu panują. Że się odnosi naczynia do kuchni, że się zasuwa krzesło po wstaniu od stoły, ze się sprząta rozrzucone zabawki, ze nie mamy służby na etacie i wszyscy dbamy o zachowanie przynajmniej pozorów porządku w tym domu. Musiałam przypomnieć raz, drugi i trzeci. Za czwartym razem to chyba nawet sąsiad usłyszał. Obawiam się jednak ze po Muminkach spłynęło jak po kaczce i jutro od rana znów będzie trzeba przypominać.

W dodatku Ryjek ma okres buntu i oporu. Uff nie jest łatwo. Nawet bym rzekła ze dosyć trudno jest.

Jakby tego było mało to Muminek przywiózł sobie prezent z koloni- katar. A jako że Muminek jest dzieckiem o złotym sercu to już zdążył się swoim katarem podzielić z Migotką i małą Mi. Ryjka jeszcze nie poczęstował ale to tylko kwestia czasu.

Więc sobie teraz Muminki leża rozwalone w naszym rodzicielskim łóżku i zieją czosnkiem i miodem, mlekiem i maścią rozgrzewającą i szamponem, mydełkiem i wszelkimi innymi odkażaczami których matka użyła dziś podczas kąpieli żeby dzieci doprowadzić do stanu użyteczności.

Także u nas już jesień się zaczęła. W poniedziałek trzeba odwiedzić aptekę i jako ze to 1 dzień miesiąca i będzie wyplata to można poszaleć i zostawić tam pół pensji. Zapasy lipomali, pyrosali, sambucoli i innych cudów już nam się pokończyły, a bez tego ani rusz!

Odwiedzinki i brudne Muminki

kolonia

Odwiedziliśmy wczoraj Muminki na kolonii. Nalot był niezapowiedziany i zupełnie niespodziewany. Uczucia mam mieszane. Z jednej strony szczęśliwa Migotka. Malutka, uśmiechnięta, zagoniona tak ze nie było nawet czasu się z rodzicami porządnie przywitać no bo koleżanki coś chcą, konkurencje sportowe czekają, a tu jeszcze zbiórka i kolacja, a potem ognisko. Brudna ta moja córcia taka że jakby ktoś ją tak spotkał u nas w domu to bym pewnie sprawę w sądzie o niedopilnowanie miała :) Ale taka szczęśliwa, ze aż miło. Dziecko w swoim żywiole. Z drugiej strony Muminek. Czystszy niż siostra, blady taki i jakiś zmęczony? Snujący się po terenie ośrodka i jakiś taki niewyraźny- ręce zimne, głowa ciepła, ale bez gorączki bo zmierzyliśmy u pielęgniarki. No i oczy pełne łez i prośby żeby go już zabrać do domu. Taki malutki mi się wydał przy tych innych dzieciach. Niby niewiele starsze bo rok, dwa, cztery a jednak jak z innej bajki. Niby brał udział w zajęciach, wrzucał te kijki do skrzynki i robił co mu kazali ale wyglądał jakby był tam za kare. Mimo wszystko go nie zabraliśmy. Mam trochę wyrzutów sumienia i cały czas się zastanawiam czy dobrze zrobiliśmy. Moze trzeba było go wziąć? Moze już mial dość? Tylko Muminkowóz dopakowany na full bo i babcia z nami jechała i ciocia Paszczakówna i miejsca nie było już dla Muminka. Pewnie gdyby było to bym zmiękła i go zabrała. Obiecałam Muminkowi ze dziś do niego zadzwonię i nie wiem czy dzwonić? Nie chce żeby znów zatęsknił i się rozpłakał a na pewno już mu łezki wyschły i zajął się zabawą.

Pozabierałam trochę brudasków do prania. Pokój Muminka mnie zaskoczył. Mój synek miał łóżko zaścielone, piżamka złożona w kostkę, wszystkie ubranka poukładane równo w szafce. Każda rzecz na swoim miejscu. Taki dziwny widok na tle wyrozwalanych majtek i skarpetek kolegów z pokoju Muminka, walających się na podłodze spodenek i koszulek i rozkopanych łóżek. Skąd w tym moim synalku taki porządniś się obudził?

Na szczęście na Migotkę można zawsze liczyć! Nie pozwoliła ze matkę zatkało na amen. Po wejściu do jej pokoju wszystko wróciło do normy! Na środku powitały mnie Migotkowe spodnie od piżamy, a potem było już tylko gorzej. Kiedy udało nam się wyciągnąć z pod łóżka wszystkie skarpetki, pisaki i bluzki i posegregować ubrania na czyste i brudne a pisakom znaleźć odpowiednie nakrętki to stwierdziłam ze jest jak w domu! Migotka czuje się na koloni jak u siebie i jej pokój to udowadnia w 100%. W dodatku przez cały okres naszego sprzątania córciol się hihrał, podskakiwał i przekrzykiwał z koleżankami opowiadając niesamowite tajemnice i sekrety o których nie wolno nikomu mówić (więc nie powiem :P )

Najbardziej wzruszające było powitanie Muminka z mała Mi. Przytulaski, całuski i taka radość. Niesamowite jak rodzeństwo może się kochać. A oni kochają się tak mocno od kiedy przywieźliśmy 3 dniową Mi do domu. Już wtedy 2,5 letni Muminek powitał noworodka słowami „Witaj siostro. Jestem Twoim starszym bratem!” i przez 3,5 roku zapał mu nie minął. Mi tez jęczała żeby już zabrać jej brata do domu bo choć Ryjek fajny jest i Mi kocha ją równie mocno jak Muminka to jednak starszy brat to starszy brat i nikt nigdy tego nie zastąpi. Migotka najlepszy kontakt ma z Muminkiem. Średnią siostrę dopiero niedawno zaczęła „tolerować”, najmłodsza budzi w niej uczucie odpowiedzialności i troski ale bez głębszego zaangażowania emocjonalnego. No cóż. Nie wszyscy są dla siebie stworzeni. Można się kochać ale niekoniecznie mieć z sobą rewelacyjny kontakt i czuć pokrewieństwo dusz. Muminki uświadomiły mi to dobitnie.

Najważniejsze ze jutro koloniści wracają. Już jutro wieczorem wszystkie łóżeczka w domu będą pełne pachnących chrapiących maluchów. Nie mogę się doczekać!

Muffinki na nudzimisię!

babeczki

Muminków brakuje i Mi okropnie się nudzi więc jęczy matce za uszami i ciągnie do wszelkich gier, czytania książeczek i kolorowania obrazków.  I tak biedna matka zamiast zadek na kanapie wyłożyć i spokojnie „ukrytą prawdę” sobie obejrzeć to musi coś z dzieckiem kreatywnego porobić. Na szczęście wczoraj rano obejrzałam Pana Robótkę (to będzie mój nowy idol i bohater domu!) i pomysł miałam w zanadrzu. Więc kiedy kolejny raz usłyszałam „mamoo a w co się ze mną pobawisz?” zaproponowałam zrobienie super babeczek i to był strzał w 10.

Do babeczek trzeba nam:

foli aluminiowej

bibułki brązowej i pomarańczowej pociętej na kwadraty

kleju

nożyczek

taśmy klejącej

białej farbki (choć niekoniecznie bo przecież polewa może mieć różne kolory)

kolorowych bibułek na dekoracje

papierków do babeczek.

 

Wykonanie jest banalne: kawałek folii aluminiowej zwija się w kuleczkę. Następnie ową kuleczkę pakujemy zgrabnie w bibułkę (brązową lub pomarańczową lub jaką tam chcemy- to będzie nasze ciastko) i zaklejamy taśmą klejącą żeby się nie rozpadło.

Ciastko smarujemy od spodu klejem (w miejscu zaklejenia taśmą) i wkładamy do papierka na muffinki.

Po wierzchu smarujemy babeczkę farbką i robimy wymyśloną przez nas dekoracje. U nas to były wisienki z czerwonej bibułki, serduszka i kolorowa bibułkowa „posypka”.

Całość układamy na ładnie ozdobionym jednorazowym talerzyku i gotowe.

A lalkom ślinka cieknie :D

kuchareczka

 

Najważniejsze, że Mi dobrze się bawiła, a i sprzątania po zabawie za wiele nie było. Genialna sprawa!!!

A dopiero co były takie malutkie. Nie mogłam nawet iść do łazienki bo wyciągały swoje pulchne rączki i wolały „mamoooo”. W nocy miały złe sny i przychodziły do naszego łóżka żebyśmy odganiali koszmary, otwierały dzióbki niczym wróbelki żeby wkładać tam różne smakołyki, śmiały się  kiedy chowałam się za pieluszką i robiłam „a kuku” i co? Urosły mi!!! Nawet nie zapytały czy mogą! Nawet nie poczekały aż się przyzwyczaję tylko tak podstępnie wzięły i urosły!!! I same wkładają buty (Muminek jeszcze na lewą nogę ale Migotka to już nawet takie sznurowane potrafi obsłużyć!) i się ubierają i ścielą łóżka, robią sobie kanapki i jeżdżą na rowerze na 2 kółkach. I sami pojechali na wakacje, i matka im dała telefon i ładowarkę, i ojciec konto doładował żeby dzwonili jak będą tęsknić, i mieliśmy awaryjny plan ze po nich pojedziemy jak tylko coś im się nie spodoba… i co? i co? i co?

I wczoraj telefon wyłączony. Nie zadzwonili a jak my próbowaliśmy to tylko poczta głosowa nas pozdrawiała radośnie i zachęcała do pocałowania się w czubek nosa :( Dziś zadzwoniłam na stacjonarny do ośrodka. Migotka przylazła wywołana do telefonu.

Pytam córkę „czemu nie zadzwoniłaś do mnie wczoraj?”, a na to Migotka „no mamo nie miałam czasu!!! Były rożne konkursy, mam talent i dyskoteka”

Pytam dalej: a co tam Migotko u twojego brata?. Na to moje dziewczę odpowiada: „A nie mam z nim kontaktu!” (jest na tej samej koloni tylko w innej grupie i w innym domku jakieś 2 metry od domku w którym mieszka Migotka)

Obiecała ze dziś popołudniu jednak zadzwoni jak złapie kontakt z bratem.  No to czekam. Siedzę i zaklinam telefon. I tak sobie myślę ze chyba powinnam zacząć coś robić. Może jakiś kurs szydełkowania, albo warsztaty origami? No cokolwiek ale warto już zacząć bo jak Oni tak znów nagle mi urosną i postanowią się wyprowadzić z domu to ja tu przecież osiwieję!!!! Złoże zażalenie na personel porodówki w szpitalu w którym rodziłam Muminki. Nie odcięli pępowiny!!!!!!!

sloiki

Oto czym zajmowałam się przez większą część piątku. Nie licząc pakowania Muminków na kolonie, szykowania obiadu, robienia prania w ogromnej ilości i w takiej samej ilości prasowania. A to wszystko zabawiając Ryjka który miał bardzo, ale to bardzo zły dzień i próbując nie zagłodzić i nie zanudzić reszty Muminków. A na koniec dnia Harry Potter.  Uff było pracowicie. Bo na początek kolejnego dnia (w okolicach godziny 2) okazało się ze telefon, który Migotka miała zabrać z sobą na kolonie nie mieści się do jedynego dostępnego w domu pokrowca na sznurku więc trzeba było wyjąć maszynę i pokrowiec uszyć. Dziś rano Migotka nowy pokrowiec- ciężką pracę nocną matki własnej, rozwaliła po 10 minutach od zawieszenia jej na szyi. Dla Migotki albo coś jest z tytanu, albo lepiej żeby wcale nie istniało. Zapomniałam.

No i nastal dzień rozłąki. Odwieźliśmy Muminki na miejsce zbiórki, pożegnaliśmy czule (w sensie my je czule, one nas ciut mniej), pomachaliśmy odjeżdżającym autokarom i dziatwa moja najdroższa pojechała w siną dal. Muminek jest najmłodszym kolonistą. Nie wiedziałam w jakich słowach mam przekazać jego wychowawczyni to co chcę uchwycić. Na szczęście kobieta zrozumiała wszystko bez słów! „To K? Aaaa to ja go pamiętam z wyjazdu 2 lata temu!” i sprawa jasna ;) Dwa lata temu tatuś Muminka był opiekunem na obozie sportowym i cała rodzina Muminków (wtedy jeszcze 5 osobowa) pojechała żeby umilać tatusiowi wakacyjne dni (jakby jego podopieczni nie przykładali się do umilania zbyt mocno to gderająca żonka i 3 rozwrzeszczanych dzieci miała sprawę załatwić. W końcu to praca ma być! A nie wakacje i odpoczynek!!!) Muminek dał się poznać i zapamietać. Już jako niespełna 4 latek był postacią barwną. Na całe szczęście jego wychowawczyni ma włosy w kolorze platynowy blond. Nawet jeśli po tygodniu z Muminkiem osiwieje to nic nie będzie widać ;)

Z Migotką jest ciut łatwiej. Tam o dzikie pomysły mniej się boje. Bardziej mnie martwią zranione uczucia mojej najstarszej córki. Nieszczere przyjaźnie, zawodzenie się na ludziach no i tęsknota za mamusią :)

Ale na chwilę obecną nic takiego nie nastąpiło. Dzwonili przed 20 tak jak to było umówione. Podobno jest fajnie. Muminek przyznał się bez bicia ze jest niegrzeczny ale zaraz później musiał kończyć i chciał przekazać słuchawkę siostrze jednak nie tak łatwo ją było znaleźć. W końcu się udało.

Pytam wiec Migotkę :

- z kim jesteś w pokoju?

zaskoczona Migotka odpowiada:

- Nie jestem w pokoju mamo! Jestem w toalecie!!!!

 

Postanowiłam już dłużej nie przeszkadzać. Widać że dobrze się bawią a ja muszę sobie tu tęsknić w samotności bo tatuś Muminkowy wyluzowany poszedł spać.

No to siedzę i pilnuję bo kolejna porcja soku malinowego się tworzy.

A na Fotce właśnie mój domowy sok malinowy wykonany przeze mnie własnoręcznie, z malin zebranych przez babcie Muminkową i w słoiczkach z etykietami made by Muminki :)

A także ogóreczki w zalewie miodowej. Pychaaaa palce lizać, a przepis nie trudny:

Ogórasy umyć, obrać ze skórki i pokroić w plastry. Wcisnąć w słoiki i niech siedzą i czekają na zalewę.

Zalewa:

1 l. wody

1,5 szklanki cukru

3/4 szklanki octu

1,5 łyżki soli kamiennej

4-5 łyżek miodu

Wszystko zagotować i gorącą mikstura zalać oczekujące ogórki. Zakręcić, pasteryzować 10 minut a potem  już tylko tortury : zanieść do spiżarni i czekać aż przyjdzie zima i będzie można zjeść!

Jutro nowa, ulepszona wersja zieloniaków z powyższego przepisu. Zobaczymy czy się uda :)

 

 

 

Przed szkolnie

DSC_0836

Korzystając z tego ze Ryjek siedzi grzecznie w kojcu i obgryza plastikowe żelazko skrobnę tu słów kilka.  W tym roku w naszej rodzinie po raz pierwszy zaczynamy przygodę ze szkołą. I to od razu podwójną przygodę! Zarówno Migotka (lat 7) jak i jej 6 letni brat Muminek zakończyli już karierę przedszkolną i postanowili podbić podstawówkowy świat.  Jako że zarówno dla mnie jak i dla dzieci jest to zupełnie nowy rozdział życia to cala nasza trojka jest mocno zestresowana i przejęta tym co nam przyniesie wrzesień :) i wszystkim co się z tematem szkolnym łączy.Wakacje spędzaliśmy dosyć intensywnie (bo i wyjazd nad morze był, i krótki wypad w góry, a po drodze rożnych mniejszych atrakcji moc) więc wyprawkę szkolną udało nam się kupić dopiero w tym tygodniu. I muszę przyznać ze było ciężko. Niby otrzymaliśmy listę ze szkoły, a na niej punkt po punkcie jasno wypisane co trzeba nabyć, ale sklepowe półki uginają się od przeróżnych potrzebnych i mniej potrzebnych ale równie ślicznych przyborów szkolnych. Tak wiec wybraliśmy się całą rodzinką na przed szkolne zakupy. I to już był pierwszy błąd. Ryjek jęczał w wózku, oblewał się mlekiem, rzucał butelką z herbatką i zupełnie mu się nie podobało w sklepie (choć zazwyczaj wyjście do marketu nie jest dla Ryjka żadnym traumatycznym przeżyciem) Mała Mi koniecznie chciała wszystko kupić bo przecież ona „tez idzie do psedskola” więc równie mocno jak starsze rodzeństwo potrzebuje piórnika, worka na buty, zestawu kredek i farb, ale już najbardziej potrzebuje różowego tornistra z pieskiem! Migotka i Muminek zupełnie stracili swoje kilkuletnie rozumki na rzecz reklamowej papki. Muminek chciał wszystko co miało etykietkę z gwiezdnych wojen lub pewnej znanej firmy produkującej resoraki. Migotka dzielnie zrezygnowała z nastoletnich wampirków i postawiła na pieski i kotki. Chwała jej za to! Jednak naj, najbardziej zrzędził muminkowy tatuś bo przy zakupach za niespełna 600 zł temperówka z pieskiem wybrana przez Migotkę (3,9 zł) wydała się tatusiowi za droga! :D W efekcie kupiliśmy „szatańsko drogą” temperówkę, ale zapomnieliśmy o wymarzonym resorakowy piórniku dla Muminka (Muminek w ostatniej chwili wyjął go ze sklepowego wózka. Sam nie wie dlaczego). Mimo zmęczenia, rozdrażnienia i sporej różnicy zdań udało nam się zgromadzić całą potrzebna, kolorowa, wymarzoną wyprawkę szkolną dla najstarszych Muminków. Efekty naszych zakupów widać na zdjęciach. Mamy też kapcie szkolne i podkoszulki na WF, śniadaniówki 3D i zamówione mundurki. Brak nam jeszcze worków na buty i kompletujemy stroje na rozpoczęcie roku (Muminki stanowczo za szybko rosną!!!!) Na cale nasze szczęście (moje- mamy muminkowej odpowiedzialnej za logistykę i muminkowego taty odpowiedzialnego za finanse rodzinne) książki i ćwiczenia sponsoruje nam w tym roku Warszawa ;) Inaczej stalibyśmy przed kolejnym wyzwaniem, a tak możemy zająć się już rzeczami ważniejszymi czyli ostatnimi dniami wakacji. Muminki już od jutra czeka kolejny „pierwszy raz”. Pierwszy raz w swoim Muminkowym życiu wyjeżdżają na kolonie! A matkę czeka pranie, prasowanie, pakowanie ufff. A sok z malin się prosi o zagotowanie z cukrem i rozlanie do słoików, ogórki nieśmiało wspominają o przerobieniu ich na sałatkę na zimę. I z wszystkim trzeba się uwinąć przed 20 bo przecież dziś wieczorem Harry Potter :) Dlatego też uciekam zająć się tym co niezbędne. Na blogu zostaje Mała Mi,która korzysta z ostatnich dni późnego wstawanka i leniuchuje jeszcze w piżamce podkradając lalki starszej siostrze.
DSC_0839

Tęsknoty Matki

W domu Muminków dziś cisza nadzwyczajna panuje. Migotka i Mi wybyły już wczoraj na nocowanie do babci i cioć. Miały być zwykle odwiedzinki ale dziewczyny doszły do wniosku ze zanocują i radośnie poinformowały o tym babcie. Babcia sprzeciwów nie wniosła, a Cioteczka Paszczakówna podjęła się opieki dziennej więc cóż było robić. Wsadziła matka do wielkiej i luksusowej wanny babci, Wymyła przy użyciu babciowych eliksirów, odziała w znalezione w babciowej garderobie koszulko- pidżamki i poszły panienki spać. No i nie ma dzieci w domu i cicho tak jakoś bo Ryjek pochłonął pól paczki chrupek i zasnął w łóżeczku a Muminek został wchłonięty w świat disney XD. Nikt nie krzyczy, nikt nie wrzeszczy, nikt się nie gryzie, nikt nikomu tableta nie wyrywa. Nawet po Muminku widze ze tak mu nieswojo jak siedzi biedactwo sam obłożone tabletem, telefonem i wszystkimi możliwymi pilotami. Co to za frajda jak nie trzeba walczyć o ulubione zabawki?! Kolejny raz zastanawiam się jak radzą sobie jedynacy. Z kim te dzieci się biją na co dzień?!
Tatuś Muminkowy tez wydzwania z pracy non stop i pyta czy ma jechać wieczorem po te córki swoje, czy zostaną mu dostarczone?
Ja z przyzwyczajenia gotuję wielki gar zupy. Nic to, będzie na kolacje bo już dziś moje panny zamierzają wrócić :)
I tak tęsknimy i tęsknimy każdy na swój sposób.
A córki co? A córki wzięły dziadka, ciocie Paszczakównę i pojechały do sklepu przybory do szkoły oglądać.
Wyrodne!

Z doliny w góry

góry

„Muminki się cieszą radością i życiem” i myśl tego motta muminkowi rodzice wstali rano i postanowili- jedziemy w góry!. Szybkie pakowanko i już pomykaliśmy (nie jestem pewna czy to dobre słowo do określenia podroży Zakopianką w pierwszy dzień długiego weekendu) w stronę Krościeńka nad Dunajcem.  A tam jak zwykle atrakcji moc. Pierwszy dzień spędziliśmy jako turyści nizinni, tak zwani deptakowi- pizza, lody, festyn gminny (gdzie Muminki zgarneły nagrody we wszystkich możliwych konkursach od śpiewu po kręcenie Hula Hop), spacer nad Dunajcem i zabawa na placyku zabaw.
Dzień drugi należał do zdobywców górskich szczytów. Muminki dzielnie przemaszerowaly z Jaworek do schroniska pod Durbaszką. Tam spałaszowały ogromny talerz pomidorowej z ryżem żeby mieć siłę na kolejny 2,5 godzinny marsz szczytami aż na Palenicę. Potem zejście z Palenicy, podczas którego każdy radził sobie jak może- Muminek zwinnie niczym mała kózka skakał z kamyka na kamyk za nic mając strome zbocze (a podobno ma lęk wysokości hmm?) Migotka wybrała opcję „na kota” i wczepiała się wszystkimi czertami kończynami w podłoże, Mała Mi podtrzymywana przez mamę radziła sobie wyjątkowo dobrze jak na 3 latkę zmęczoną kilku godzinną wędrówką, natomiast Ryjek majtała nogami w chuście zawieszona na brzuchu tatusia :) Dotarliśmy do Szczawnicy cali, zdrowi i ubłoceni tak że stanowiliśmy nielada atrakcje wśród „deptakowych Szczawnickich, zestrojonych sobotnio turystów”. Szybkie lody, plac zabaw (Muminki są niezniszczalne. Po całej tej wyprawie miały jeszcze w sobie mnóstwo energii żeby kręcić się na karuzeli i wspinać po drabinkach), pakowanie i nocna podróż do Krakowa. Tym razem wybraliśmy odpowiedni czas i Zakopianka należała do nas! :D

Z Muminkami nigdy nie jest nudno.

Stoimy w ogromnym korku, a że jesteśmy po 2 godzinach jazdy i wlaniu w sobie kilku litrów soku każdy odczuwa potrzebę pójścia za potrzebą. Pierwsza komunikuje ten problem Mała Mi:
Mała Mi: Muszę sikuuuu!!!
mama: Teraz nie ma jak. Nie możemy zjechać ani się zatrzymać. Musisz wytrzymać!
Mała Mi: Ale ja nie mogę wytrzymać!!! Muszę siku!!!!!
Na to odzywa się Muminek patrząc poważnie na młodszą siostrę: Uwierz mi- warto wytrzymać!!!!  

Oj warto!!!  

Podczas górskiej wycieczki mijamy stadko owiec.
Pokazuje owieczki Małej Mi i mówię: Zobacz to są owieczki! Ta tutaj to owieczka i ta tam to owieczka.
Nagle wskazuje na białego owczarka podhalańskiego który pilnuje stada owiec i pytam: A zobacz co tutaj leży?!”
Na to Migotce zaświeciły się oczy i uradowana zawołala” Mamusiu to małpa!!!!!!”

hmm Małpa podhalańska?  

Tłumacze Migotce ze podczas naszej wycieczki zobaczymy pod drodze Bacówkę i będą tam zwierzęta. Kiedy uszliśmy spory kawałek Migotka zauważyła stado pasących się krówek i krzyczy podekscytowana” mamo, mamo czy to są te krowy które należą do tej PLACÓWKI co ją będziemy mijać?!”

Oj tak z Muminkach nigdzie nie jest nudno!

Początek

Jako ze jeszcze nie łapie się w Tym świecie i blog Onet okazuje się dla mnie całkowicie zaczarowaną krainą zacznę od dodania wpisu. Tyle udało mi się chwilowo opanowac (mam nadzieję).

Skoro to początek to wypadałoby się przywitać:

Witam serdecznie.

I napisać kilka słów o tym kim są Muminki.

A więc (zdania nie zaczyna się od A wiec, ale my lubimy łamać schematy również ortograficzne i gramatyczne, o czym będzie się można nie raz przekonać ;) )

jesteśmy taką sobie rodzinką zamieszkującą południowe części Polski.

W skład rodzinki wchodzą:

Tatuś Muminków- Głowa rodu. Z zawodu zaklinacz cyferek, z zamiłowania zaklinacz piłeczek. Mężczyzna spokojny i spełniony, którego największym życiowym marzeniem jest to aby w końcu się porządnie wyspać ;)

 

Mama Muminków czyli Ja- autorka tego pamiętniczka. Nie do końca zrównoważona i mocno oderwana od rzeczywistości mama dzieci sztuk 4, która marzenia realizuje wytrwale i na bieżąco.

4 Muminki w składzie:

 

Panna Migotka- córa pierworodna.  7 letnia panna mocno znudzona wszystkim tym co nie zgadza się z jej wizją życia. Posiadająca silną alergię na książki i naukę wszelką.

Muminek- synek- rodzynek. Jedyny przedstawiciel płci brzydszej (czy aby na pewno?) młodszego pokolenia naszej rodziny. Silne geny zlokalizowane w niewielkim rozmiarów ciałku. Wielbiciel klocków lego, przyszły piłkarz, strażak i policjant w jednej osobie U owego osobnika również występuje wyżej wymieniona alergia na naukę.

 

Mała Mi- Najbardziej zołzowata osobniczka w naszym stadzie. Dziewczę lat 3 o pięknych brązowych loczkach i jeszcze piękniejszych niebieskich oczach. Anielska uroda, diabelski charakter.

Ryjek- nasz najmłodszy nabytek. Płeć żeńska, wiek niemowlęcy stan uzębienia i owłosienia chwilowo w fazie wzrostu. Ulubione zajęcie- stanie.

Tak mniej więcej wygląda nasza rodzinka. Bliżej bedzie nas można poznać podczas lektury owego bloga (o ile matka zdoła go wreszcie rozszyfrować na tyle żeby móc tu się całkiem rozgościć)

Zapraszam serdecznie

Mama Muminków